Ryzyko, jakie stwarza Trump przyparty do ściany

Zdaniem niektórych Sąd Najwyższy udowodnił właśnie, jak solidna jest amerykańska demokracja i jej mechanizmy kontrolne. Twierdzą, że nie było podstaw tracić pokładanych w Stanach Zjednoczonych nadziei, a tym bardziej grzebać NATO, skoro Donald Trump ewidentnie jest tylko efemerycznym epizodem, który właśnie dobiega końca.

Trudno im się dziwić, zwłaszcza że Trump zaliczał kolejne porażki jeszcze zanim Sąd Najwyższy uznał, że prezydent przekroczył swoje prerogatywy, ponieważ do nakładania ceł uprawniony jest wyłącznie Kongres. Już od dobrych kilku miesięcy niezadowolenie społeczne podsyca inflacja, a brutalne polowania na imigrantów szokują nawet zwolenników Trumpa. Sytuację dodatkowo pogarsza sprawa Epsteina, a do tego dochodzą jeszcze klęski na arenie międzynarodowej – Ukraina, Grenlandia, a teraz Iran, gdzie amerykański prezydent musi wybierać między niepopularną interwencją a upokarzającym wycofaniem się.

Donald Trump, coraz niżej notujący w sondażach i zdyskredytowany przez strażników konstytucji, w jesiennych wyborach połówkowych jest praktycznie skazany na porażkę. Nie można jednak lekceważyć faktu, że jego osłabienie stwarza poważne ryzyko.

„Hańba!” – wykrzyknął, gdy dowiedział się o decyzji sądu. „Absurd” i „wielkie rozczarowanie” – dodał, po czym posunął się nawet do oskarżenia najwyższej instancji sądowej w Ameryce o to, że „uległa wpływom zagranicznych interesów”.

Opinia publiczna na całym świecie tak bardzo przywykła już do kontrowersyjnych wypowiedzi Trumpa, że słowa te przeszły praktycznie bez echa. Są one jednak istotne. Jeśli Sąd Najwyższy działa pod wpływem obcych sił, to jego orzeczenia nie mają mocy prawnej, a sędziowie dopuścili się zdrady stanu. J.D. Vance nie zawahał się zresztą określić decyzji Sądu „nielegalną”. W ten sposób prezydent i jego zastępca zdyskredytowali Sąd Najwyższy.

Być może na tym się skończy, tyle że stąd już tylko krok do zawieszenia konstytucji. To, że coś takiego mogłoby się wydarzyć w Stanach Zjednoczonych, przerasta naszą wyobraźnię. Wolimy nawet o tym nie myśleć, choć przecież jednym z pierwszych aktów Donalda Trumpa po powrocie do Białego Domu było ułaskawienie uczestników szturmu na Kongres w 2021 roku. Trudno o wyraźniejszy sygnał, że prezydent nie potępia sprawców próby przewrotu, a jedynie żałuje, że się ona nie powiodła. I nie pozwoli łatwo ograniczyć swojej władzy wykonawczej – a rządzić chce absolutnie.

Aby zachować niemal samodzierżczą władzę, na jaką teraz pozwalają podporządkowani mu republikanie, Trump nie zawaha się wywołać napięć wewnętrznych uzasadniających wprowadzenie stanu wyjątkowego. To z kolei wywoła kryzys międzynarodowy, a wtedy prezydent wezwie naród do patriotycznego zjednoczenia. Zanim demokraci nabiorą odwagi, a podziały w szeregach republikanów się pogłębią, Donald Trump zrobi wszystko, żeby odzyskać kontrolę nie tylko nad cłami.

Już sama ta ewentualność zmusza nas, Europejczyków, do przyspieszenia działań na rzecz wspólnej obrony. Donald Trump, Władimir Putin i reszta świata muszą zobaczyć, że potrafimy z determinacją stawić czoła rozpadowi Sojuszu Atlantyckiego i wszelkiej agresji, niezależnie od jej źródła.

Nawet jeżeli Donald Trump i jego poplecznicy nie podejmą tych drastycznych kroków, i tak zyskamy: położymy podwaliny pod europejski filar Sojuszu, który chcielibyśmy ocalić. Jeżeli Trump postanowi natomiast pogrążyć Stany Zjednoczone w chaosie i jeszcze bardziej destabilizować świat, zdążymy przynajmniej zewrzeć szeregi.

Zdjęcie : Trump White House Archived

English Français Deutsch

Ryzyko, jakie stwarza Trump przyparty do ściany

Zdaniem niektórych Sąd Najwyższy udowodnił właśnie, jak solidna jest amerykańska demokracja i jej mechanizmy kontrolne. Twierdzą, że nie było podstaw tracić pokładanych w Stanach Zjednoczonych nadziei, a tym bardziej grzebać NATO, skoro Donald Trump ewidentnie jest tylko efemerycznym epizodem, który właśnie dobiega końca.

Trudno im się dziwić, zwłaszcza że Trump zaliczał kolejne porażki jeszcze zanim Sąd Najwyższy uznał, że prezydent przekroczył swoje prerogatywy, ponieważ do nakładania ceł uprawniony jest wyłącznie Kongres. Już od dobrych kilku miesięcy niezadowolenie społeczne podsyca inflacja, a brutalne polowania na imigrantów szokują nawet zwolenników Trumpa. Sytuację dodatkowo pogarsza sprawa Epsteina, a do tego dochodzą jeszcze klęski na arenie międzynarodowej – Ukraina, Grenlandia, a teraz Iran, gdzie amerykański prezydent musi wybierać między niepopularną interwencją a upokarzającym wycofaniem się.

Donald Trump, coraz niżej notujący w sondażach i zdyskredytowany przez strażników konstytucji, w jesiennych wyborach połówkowych jest praktycznie skazany na porażkę. Nie można jednak lekceważyć faktu, że jego osłabienie stwarza poważne ryzyko.

„Hańba!” – wykrzyknął, gdy dowiedział się o decyzji sądu. „Absurd” i „wielkie rozczarowanie” – dodał, po czym posunął się nawet do oskarżenia najwyższej instancji sądowej w Ameryce o to, że „uległa wpływom zagranicznych interesów”.

Opinia publiczna na całym świecie tak bardzo przywykła już do kontrowersyjnych wypowiedzi Trumpa, że słowa te przeszły praktycznie bez echa. Są one jednak istotne. Jeśli Sąd Najwyższy działa pod wpływem obcych sił, to jego orzeczenia nie mają mocy prawnej, a sędziowie dopuścili się zdrady stanu. J.D. Vance nie zawahał się zresztą określić decyzji Sądu „nielegalną”. W ten sposób prezydent i jego zastępca zdyskredytowali Sąd Najwyższy.

Być może na tym się skończy, tyle że stąd już tylko krok do zawieszenia konstytucji. To, że coś takiego mogłoby się wydarzyć w Stanach Zjednoczonych, przerasta naszą wyobraźnię. Wolimy nawet o tym nie myśleć, choć przecież jednym z pierwszych aktów Donalda Trumpa po powrocie do Białego Domu było ułaskawienie uczestników szturmu na Kongres w 2021 roku. Trudno o wyraźniejszy sygnał, że prezydent nie potępia sprawców próby przewrotu, a jedynie żałuje, że się ona nie powiodła. I nie pozwoli łatwo ograniczyć swojej władzy wykonawczej – a rządzić chce absolutnie.

Aby zachować niemal samodzierżczą władzę, na jaką teraz pozwalają podporządkowani mu republikanie, Trump nie zawaha się wywołać napięć wewnętrznych uzasadniających wprowadzenie stanu wyjątkowego. To z kolei wywoła kryzys międzynarodowy, a wtedy prezydent wezwie naród do patriotycznego zjednoczenia. Zanim demokraci nabiorą odwagi, a podziały w szeregach republikanów się pogłębią, Donald Trump zrobi wszystko, żeby odzyskać kontrolę nie tylko nad cłami.

Już sama ta ewentualność zmusza nas, Europejczyków, do przyspieszenia działań na rzecz wspólnej obrony. Donald Trump, Władimir Putin i reszta świata muszą zobaczyć, że potrafimy z determinacją stawić czoła rozpadowi Sojuszu Atlantyckiego i wszelkiej agresji, niezależnie od jej źródła.

Nawet jeżeli Donald Trump i jego poplecznicy nie podejmą tych drastycznych kroków, i tak zyskamy: położymy podwaliny pod europejski filar Sojuszu, który chcielibyśmy ocalić. Jeżeli Trump postanowi natomiast pogrążyć Stany Zjednoczone w chaosie i jeszcze bardziej destabilizować świat, zdążymy przynajmniej zewrzeć szeregi.

Zdjęcie : Trump White House Archived

English Français Deutsch