Koalicja ugrupowań centroprawicowych, która ze wsparciem skrajnej prawicy rządzi Szwecją, w najbliższą niedzielę może ponieść porażkę. Innymi słowy, nie wszystko jest stracone. Czy możemy jednak zapomnieć o triumfie Alternatywy dla Niemiec, która właśnie zwyciężyła w Saksonii-Anhalt, o rosnącej popularności nowej włoskiej skrajnej prawicy, która otwarcie popiera Władimira Putina, o umacnianiu się ksenofobicznego nacjonalizmu w Wielkiej Brytanii czy o sondażach, które zgodnie zapowiadają, że drugiego maja 2027 roku Francuzi wybiorą Marine Le Pen?
Lewica wszędzie już straciła powojenną dominację. Świat patrzy na prawo, ale – podobnie jak Brytyjczycy dwa lata temu – Szwedzi mogą wkrótce przypomnieć nam, że partie centrowe i lewicowe potrafią wygrywać wybory w prawicowym świecie, tak jak prawica wygrywała je niegdyś w świecie lewicowym.
Marine Le Pen zwycięży w drugiej turze, tylko jeśli zabraknie jej konkurencji, która zdoła zjednoczyć dwie trzecie niepopierających ją Francuzów. Sukces Le Pen nie jest przesądzony – przegra, kiedy ta pozornie bardzo zróżnicowana i obecnie mocno podzielona większość uświadomi sobie swoje głębokie podobieństwa.
Po fali upałów i tragedii w Nepalu tylko garstka Francuzów nadal nie wierzy w zmianę klimatu i, podobnie jak skrajna prawica, odrzuca niezbędne środki zaradcze.
Przytłaczająca większość Francuzów zdaje sobie sprawę, że Donald Trump chce zniszczyć nam gospodarkę i podporządkować nas tak samo jak Kanadę. Rozumieją, że jest naszym wrogiem oraz że – z czym wcale się nie kryje – to na skrajnej prawicy zamierza oprzeć swoje wpływy we Francji i na całym kontynencie.
Akcje sabotażowe, które rosyjskie służby przeprowadzają w Europie, znacznie osłabiły poparcie dla Władimira Putina. Właśnie dlatego Marine Le Pen i jej zwolennicy za wszelką cenę starają się wymazać fakt, że dawniej darzyli go taką samą estymą jak Donalda Trumpa.
We Francji prawie nikt nie ma już wątpliwości, że nasz przemysł może nie wytrzymać konkurencji z chińskim dumpingiem. Znakomita większość Francuzów rozumie też, że wyzwaniu temu da się sprostać jedynie dzięki współpracy z europejskimi partnerami – wzmacniając więc, a nie osłabiając jedność Unii.
Niezależnie od poglądów politycznych Francuzi zdają sobie sprawę, że nieudolność Stanów Zjednoczonych tylko pogłębia konflikty na Bliskim Wschodzie. Wiedzą, że musimy dołożyć wszelkich starań, aby wespół z resztą Europy je opanować, zanim dojdzie do jeszcze większej destabilizacji.
W kwestii pięciu największych zagrożeń, z którymi musimy się zmierzyć, zupełnie zgodni są nie tylko lewicowcy i centryści – także wielu wyborców skrajnej prawicy i lewicy „niepokornej” w całości lub częściowo podziela te poglądy. Marine Le Pen nie ma tu większości. Jak jednak unaocznić te podobieństwa i prawdziwie zjednoczyć większość Francuzów?
Wystarczy spełnić dwa warunki.
Po pierwsze, trzeba otwarcie przyznać, że różnice między lewicą a centrum nie są większe niż te, które zawsze istniały w obrębie partii lewicowych i centroprawicowych. Lewica i centrum powinny dziś stworzyć federację lub wielką partię demokratyczną. Jej umocnienie zepchnęłoby skrajną nacjonalistyczną prawicę – francuski oddział reakcyjnej międzynarodówki – do mniejszości.
Po drugie, w imię demokratycznej jedności lewica powinna oficjalnie zrzec się wielkich mitów rewolucyjnych, a centryści – odrzucić powrót do dominacji pieniądza i brutalne nierówności między dobrze i źle urodzonymi.
Kandydat lub kandydatka demokratów, którzy stanęliby do wyborów, by zmobilizować Francję do walki z wiszącymi nad nią zagrożeniami, z pewnością odnieśliby zwycięstwo. Triumf Marine Le Pen nie jest przesądzony. Zostało nam jednak tylko osiem miesięcy, żeby mu zapobiec.
