No i co teraz? Teraz, kiedy udało nam się odwieść Donalda Trumpa od pomysłu zajęcia Grenlandii? Teraz, kiedy, wysławszy tam żołnierzy, żeby zademonstrować gotowość do obrony naszej niezależności, pokazaliśmy, że Europa jest silna, pod warunkiem, że naprawdę tego chce? Jak przekształcić to udane zagranie w trwały sukces i przekuć jedność w unię polityczną?
Błędem, którego nie należy popełniać, byłoby rozpoczęcie debaty nad nowymi traktatami. Oznaczałoby to natychmiastowy powrót do dawnych sporów między zwolennikami Europy federalnej i Europy narodów. A ostatecznie porażkę, bo żaden zaproponowany tekst nie uzyskałby aprobaty wszystkich 27 państw członkowskich.
Trzeba działać, a nie gadać. Pierwszym krokiem jest zbudowanie, jak określił to kanadyjski premier Mark Carney, sojuszu średnich mocarstw, które nie dadzą się podporządkować Stanom Zjednoczonym ani Chinom. Powinniśmy zacieśnić stosunki z Ameryką Łacińską, Indiami i Afryką, tworząc w ten sposób układ sił, który pozwoli nam przeciwstawić się dyktatowi Waszyngtonu czy Pekinu.
Równocześnie powinniśmy zjednoczyć się w formie „ententy demokratycznej”, porozumienia średnich potęg, które zdecydowanie bronią praworządności, prawa międzynarodowego oraz praw człowieka. Z inicjatywy Francji i Wielkiej Brytanii wiele z tych demokracji utworzyło już okołounijny, wspólny front wsparcia dla Ukrainy – tak zwana „koalicja chętnych” może stanowić zalążek tejże ententy.
Po trzecie, do naszego frontu demokratycznego musimy włączyć wszystkie kraje kandydujące do Unii jeszcze przed zakończeniem negocjacji akcesyjnych.
Po czwarte musimy bezzwłocznie powołać organ audiowizualny i cyfrowy, „Głos Europy”, promujący podstawowe wartości demokratyczne i wyważoną debatę w kontrze do gniewnej demagogii. Wiele państw członkowskich ma do tego odpowiednie środki i niezbędne kompetencje – wystarczy połączyć siły.
Po piąte, bez konieczności natychmiastowego wprowadzania nowych traktatów, powinniśmy dążyć do zmiany nazw instytucji europejskich, tak aby odzwierciedlały ich rzeczywisty charakter. Rada Europejska jest izbą państw reprezentowanych przez swoich prezydentów lub premierów. Parlament, składający się z posłów wybranych w każdym z 27 państw członkowskich, jest izbą Unii. „Izba państw” i „Izba Unii” – nadajmy im te nazwy już teraz, przed zmianą tekstów prawnych.
Po szóste, ponieważ demokracja nie przetrwa, jeśli pieniądze, algorytmy i fałszywe informacje zastąpią idee, musimy wprowadzić limity finansowania kampanii wyborczych, egzekwować te same zasady i zakazy wobec sieci cyfrowych co wobec tradycyjnej prasy, ograniczyć koncentrację kapitałową w mediach oraz zapewnić trwałość istnienia publicznych środków przekazu – są one bowiem neutralne politycznie i reprezentują wysoki poziom kultury.
Po siódme, ponieważ nie ma demokracji bez sprawiedliwości i spójności społecznej, Unia powinna pozostać wierna traktatom, które określają ją mianem „społecznej gospodarki rynkowej”. Zobowiązuje ją to do szanowania sprawiedliwości, do ochrony środowiska oraz do posiadania wizji długofalowej.
Po ósme, ponieważ Unia nie będzie suwerenna bez przemysłowych gigantów zdolnych stawić czoła ogromnej konkurencji Chin i Stanów Zjednoczonych, musi przestać sama się osłabiać blokowaniem inwestycji publicznych i zacząć wspierać powstawanie silnych struktur przemysłowych.
Po dziewiąte, Unia powinna umożliwić sobie awans na potęgę wojskową i światowe centrum innowacji. Wymaga to inwestycji oraz stworzenia europejskich kampusów łączących badania, obronność i przemysł pod parasolem wspólnej strategii.
Dziewięć powyższych propozycji cieszy się szerokim poparciem. Ich wdrożenie nie wymaga uchwalania nowych traktatów.
Potrzeba nam jedynie woli politycznej, którą wykazaliśmy się latem ubiegłego roku, odrzucając rosyjsko-amerykański plan kapitulacji Ukrainy. Daliśmy jej dowód także w zeszłym tygodniu zmuszając Donalda Trumpa do wycofania się z Grenlandii. A zatem Europejczycy, zmobilizujmy się raz jeszcze!
Zdjęcie: Christian Reinke

